Szablon stworzony przez Arianę dla Wioski Szablonów | Technologia Blogger | X X

1/23/2019

1. Everett Anderson

Skrzywiłam się, kiedy swąd spalonego kurczaka rozniósł się po domu Andersonów. Rzuciłam ścierkę w szkocką kratę na blat w małej kuchni i skrzyżowałam ramiona na piersi, przyglądając się jak Cornel wyciągał z piekarnika brytfannę wraz ze skwierczącym mięsem i tryskającym tłuszczem. Jego białą koszulę już zdobiły żółte plamy oraz czarne punkciki z węglonego kurczaka, na co mogłam jedynie wywrócić oczami. Chłopak chwycił się gwałtownie za głowę i przeklął szpetnie, zrzucając całą winę na, Bogu winny, piekarnik.
Z całą pewnością to wina piekarnika, pomyślałam ironicznie w myślach.
— Kazałam ci pilnować tego kurczaka, idioto — fuknęłam i odepchnęłam go, przyglądając się zwęglonej części skóry oraz marynaty. Chwyciłam w dłoń widelec i starałam się pozbyć tego, co wadziło daniu. Oczywiście, z marnym skutkiem. — Zostawiłam cię na trzy minuty. Trzy minuty! Powiesz mi co się stało? Może tym razem faktycznie uwierzę w historię o Pani Depton, która potrzebowała pomocy z odkręceniem zaworu od węża ogrodowego.
Cornel prychnął i z aktorską obojętnością zerknął przez okno. Jego ścięgna na twarzy mocno się napięły, a skrzydełka nosa zadrgały, jakby próbował pohamować swoje wzburzone emocje.
— Kazałem ci się pośpieszyć z tymi ścierkami, do cholery — uderzył dłonią w blat i oparł się plecami o lodówkę. Przyczepione magnesy zachrobotały pod naciskiem ciała. Ciemne włosy opadły mu na twarz, lekko się kręcąc od parnej temperatury w pomieszczeniu, a niebieskie oczy uparcie starały się przekazać mi, że wszystko było moją winę. W końcu zostawiłam go w kuchni samego na krótką chwilę, kiedy wiedziałam, że nawet nie potrafił przypilnować gotującej się wody. Tym oto sposobem pan Anderson wyrzucił czajnik na gaz, a zakupił elektryczny.
Pokręciłam głową, przyglądając się piekarnikowi.
— Może powiesz mi dlaczego zamiast stu osiemdziesięciu stopni, jest dwieście trzydzieści? — zapytałam szorstko i otarłam pot z czoła. — Dlaczego nie rozumiesz, że nie możesz zmieniać temperatury jak ci się podoba? Nie upiecze ci się to szybciej, a jedynie zwęgli, co w załączonym obrazku widać poniżej. Myślenie nie boli, Cornel. Weź w końcu to załap. Albo przynajmniej zawołaj kogoś, kto potrafi zagotować wodę.
Ten zacisnął zęby i otarł się o mnie, kradnąc z przygotowanego talerza frytkę z batata, które były wariacją mojego zdrowego odżywiania w rodzinie Andersonów. Chłopak zjadł ją i wymuszając uśmiech, zabrał miskę z parującymi pyzami do salonu. Huk zamykanych drzwi, zwrócił moją uwagę. Poprawiłam włosy, założyłam rękawice i złapałam za brytfannę, kierując się prosto do skupiska dźwięków. Kiedy przekroczyłam próg, zamarłam na widok przed sobą. Wiecznie pochmurny i samolubny Cornel stał wtulony w starszego od siebie mężczyznę, który klepał go po głowie. Odchrząknęłam i ułożyłam danie na wypchanym po same brzegi stole. Głowa nieznajomego mężczyzny uniosła się lekko, a jego zielone oczy zetknęły się z moimi. Porażająca iskra przebiegła wzdłuż mojego kręgosłupa. Przełknęłam z trudem ślinę i uśmiechnęłam się niemrawo.
Tak jak potrafiłam czuć się swobodnie przy Cornelu oraz Harry'm, to myśl na takie zachowanie względem nowo przybyłego Andersona, paraliżowała mnie. Zacisnęłam zęby i ściągnęłam rękawice, odkładając je na bok. Pan Anderson poklepał mnie po ramieniu i podziękował za mój wysiłek. Zrozumiałam jego niemy przekaz – moja działka właśnie się skończyła i powinnam już się zbierać. Przytaknęłam i pochyliłam się nad fotelem, aby zabrać swoją torebkę. Właśnie wtedy poczułam lekki świst wydmuchiwanego powietrza nad swoją głową. Kosmyki włosów, które wypadły z koka, połaskotały mnie po pulchnej twarzy. Uniosłam wzrok i zamarłam, widząc przed sobą uśmiechniętą twarz mężczyzny, którego jeszcze nie miałam okazji poznać osobiście, choć wiele o nim słyszałam. Wysunął w moją stronę dłoń, a ja jedynie na czym mogłam się skupić, to na swoich drżących i spoconych. Wytarłam rękę o materiał szarych spodni od dresu, zanim mu ją podałam. Skórę miał szorstką i niezwykle ciepłą, tak jak na początku sądziłam. Nieprzyjemne odciski zdobiły opuszki jego palców, a na wskazującym palcu widniała szara obrączka, której chłód przeszył mnie do żywego. Natomiast na nadgarstku znajdowała się skórzana bransoletka, taka sama jaką dzień w dzień nosił mój najlepszy przyjaciel. Prawą rękę mężczyzny, od nadgarstka zdobiły kręte pasma tatuażu aż do ramienia, które przedstawiały twarze przerażających zmor i dziwne symbole.
Mężczyzna odchrząknął i uniósł brwi, a ja spłonęłam rumieńcem. Jak ostatnia idiotka wpatrywałam się w niego, zamiast podać mu dłoń, na co mentalnie strzeliłam się w czoło. Obróciłam głowę za siebie, widząc drwiący wyraz twarzy Cornela i pokrzepiający, ojcowski uśmiech Harry'ego.
— Wybacz — chrypnęłam. Odchrząknęłam i uśmiechnęłam się. — Jestem Eden. Eden Samsson.
Powoli przytaknął, przyglądając się mnie. Ukłucie strachu, że wyglądam jak zmokła i nastroszona kwoka minęło, kiedy odezwał się do mnie:
— Everett. Everett Anderson. Podejrzewam, że o mnie słyszałaś.
— Niewiele, ale fakt, słyszałam — potwierdziłam i wyrwałam się z jego uścisku. Poprawiłam torebkę na ramieniu i uśmiechnęłam się przepraszająco. — Będę się zbierała. Cieszę się, mogłam wam pomóc, ale mam jeszcze kilka spraw do załatwienia.
Cornel pokręcił głową z niedowierzaniem, a pan Anderson pożegnał mnie uniesieniem dłoni. Natomiast Everett zmrużył oczy i obrócił językiem wykałaczkę w ustach. Dreszcz zimna objął całe moje ciało, a na rękach pojawiła się nieprzyjemna gęsia skórka. Cholera, pomyślałam. Szybko popędziłam do progu pokoju dziennego, pożegnałam się głośno i wstrzymałam oddech. Obserwowałam go z prawdziwą fascynacją. Zasiadł na drugim końcu stołu tak, że idealnie go widziałam. Miał lekko pochyloną głowę i kiedy myślałam, że nikt nie zauważył mojego ciekawskiego spojrzenia, ten niespodziewanie uniósł wzrok w jednej chwili, posyłając mi jeden z dziwniejszych uśmiechów jakie mogłam mieć szansę widzieć w swoim życiu. Pogryziona wykałaczka wystawała spomiędzy jego lekko uchylonych warg, a dłuższe kosmyki włosów opadły mu na ciemniejsze i gęstsze brwi. Nawet z takiej odległości widziałam intensywną zieleń jego tęczówek i jaśniejsze rzęsy od tych, które miał Cornel czy Harry.
Dopiero teraz widziałam jak bardzo Everett różnił się od swojego brata i ojca. Jakby w ogóle do nich nie należał. Jakby był kimś obcym.
Czym prędzej opuściłam sąsiedni dom z myślą, że powinnam ograniczyć wpadanie do domu Andersonów jak do siebie. Minęłam biały płot oraz samochód wujka i weszłam na swoje podwórko. Spojrzałam w prawo na stary, pomalowany na niebiesko dom. Wypuściłam powietrze. Moje serce wybijało agresywny rytm, jakby miało za chwilę stanąć z wycieńczenia. Zamknęłam oczy.
— Gratuluję, Eden. Nie ma to jak zbłaźnić się przed nowo poznanym facetem.

Jeżeli znajdziesz w tekście błąd czy nawet zwykłą literówkę, proszę, napisz mi o niej w komentarzu. To pomaga mi udoskonalić swoją pracę. Dziękuję!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz